» Blog » Certina

Certina Diver Powermatic 80 C048.807 recenzja – Udany upgrade w tej samej cenie

Tagi: Recenzje | Certina | Męskie | Klasyczne | Do nurkowania

17.3.2026

W święta nadrabiałem seriale Bosch i Magia kłamstwa, w których w głównych rolach występują detektyw Bosch i dr Lightman. Łączy ich jedna rzecz – zegarki. Obaj noszą stalowe, czarne Rolex Submariner na trójrzędowej bransolecie typu Oyster i obaj są bardzo charakterystyczni. Dzisiejsza recenzja nie będzie jednak o Rolexie, lecz o Certina Diver Automatic Powermatic 80 w nowej wersji, która na pierwszy rzut oka niewiele różni się od starszej, 38 mm, ale w szczegółach to upgrade we właściwym kierunku.

Muszę jednak wrócić jeszcze do Submarinerów. Ponieważ oba wymienione seriale mają mnóstwo odcinków, nie sposób było przeoczyć, jak dobrze te zegarki wyglądają na nadgarstkach bohaterów w każdej sytuacji. I tak zachciało mi się kupić sobie podobne. Tylko że...

Rolex Submariner to relatywnie drogi zegarek. W dodatku w retailu praktycznie nie do dostania. A poza tym nie widzę sensu kupować narzędzia, jakim są nury, w cenie kilkuset tysięcy koron.

Więc zaczęły się klasyczne poszukiwania. Najpierw zawsze określam kryteria, a potem przychodzi pora na niekończące się buszowanie po internecie – zarówno wśród nowych modeli, jak i vintage.

Tym razem kryteriów było całkiem sporo, więc łatwo nie było. Spisałem 15 punktów, które taki zegarek musi spełnić:

  1. Zegarek musi mieć klimat nawiązujący do Rolex Submariner, ale bez posmaku kopiowania wzornictwa.

  2. Oryginalny, nowoczesny design.

  3. Mechaniczny mechanizm z automatycznym naciągiem.

  4. Błyszcząca ceramiczna wkładka lunety (szeroka, nie vintage).

  5. Prosta czarno-biała kolorystyka bez dodatkowych motywów.

  6. Szerokie, luminescencyjne indeksy i wskazówki.

  7. Nie może brakować żadnego indeksu, a przynajmniej jeden musi się wyróżniać (najlepiej na 12).

  8. Co najmniej 100 m wodoszczelności.

  9. Koronka na godz. 3.

  10. Trójrzędowa bransoleta typu Oyster.

  11. Średnica nie większa niż 42 mm bez koronki.

  12. Przynajmniej jeden punkt luminescencyjny na lunecie.

  13. Drobne ząbki na lunecie (nie duże).

  14. Grubość koperty do 14 mm, żeby wchodził pod mankiet koszuli.

  15. Cena do 1000 €.

Pierwsze wrażenia

Tak! Nareszcie! Za to ulepszenie Certina dostaje u mnie ogromny plus. Od dawna zerkałem na starszą referencję, ale przeszkadzał mi brak punktu luminescencyjnego na godzinie trzeciej i aluminiowa wkładka lunety.

W Certinie ktoś ewidentnie myślał podobnie i wprowadził ceramiczną wkładkę lunety oraz punkt luminescencyjny na rehaucie. Moim zdaniem to strzał w dziesiątkę! A najlepsze jest to, że cena pozostała bez zmian, więc nadal mieszczimy się poniżej 1000 €, czyli w grupie, którą osobiście uważam za osiągalną. Ale po kolei.

Koperta i luneta

Koperta ma matowe, szczotkowane wykończenie, podkreślające narzędziowy charakter nurka. Wykonana jest ze stali nierdzewnej 316L, co dziś uważam za standard w tym pułapie cenowym. Mamy tu osłony koronki — te wystające „uszy” wokół niej, które zapobiegają jej niepożądanemu ruchowi, co teoretycznie pod wodą mogłoby skutkować odkręceniem koronki i zalaniem zegarka. Poza tym na nurkach po prostu świetnie to wygląda.

Ogólnie rzecz biorąc, koperta jest dość smukła, z delikatnymi krawędziami i subiektywnie bardzo mi się podoba. Z jednej strony sprawia wrażenie eleganckiej, z drugiej — solidnego kawałka metalu, który sporo zniesie. Certina liczy się z ostrym traktowaniem, więc poza deklarowaną odpornością na wibracje wyposażyła zegarek w wodoszczelność 300 m i certyfikację ISO 6425 DIVERS. Oznacza to, że wymogi dotyczące odporności były naprawdę wyśrubowane.

Mimo to DS pozostają niskie i nierzucające się w oczy. Koronka i dekiel są oczywiście wkręcane. Koronka jest sygnowana literami DS, a dekiel ma — jak to u nurków Certiny bywa — wizerunek żółwia (mnie zawsze przy tym nachodzi skojarzenie ze światem Terry’ego Pratchetta), który nawiązuje do tzw. DS Concept, czyli podwójnego zabezpieczenia.

Średnica bez koronki to 38 mm, co dla miłośników mniejszych zegarków jest absolutnym sztosem, ale muszę przyznać, że wizualnie wcale nie wypadają na małe. Luneta ma punkt luminescencyjny na godzinie 12, a jej ceramiczna wkładka błyszczy jak łysa głowa Vina Diesela. Oznaczenia na lunecie od 0 do 15 są zaznaczone kreskami, dalej mamy kropki.

Krój oznaczeń jest stonowany, czytelny i nienachalny. Luneta jest 120‑klikowa: pracuje przyjemnie, precyzyjnie i bez luzów.

Bransoleta

Choć do tej pory wszystko chwaliłem, do bransolety mam kilka zastrzeżeń. Trójrzędowa bransoleta typu Oyster wygląda fenomenalnie. Ogniwa są zaokrąglone, więc zegarek nosi się wygodnie i jeśli nie jesteś yeti, nie będzie wyrywać włosków. Przełknąłbym jeszcze 19 mm przy uszach, co utrudnia dobranie pasków. Na szczęście Certina zastosowała tu teleskopy z szybkozłączką, więc właściciel może zmieniać paski/bransolety bez narzędzi.

Przełknąłbym też fakt, że ogniwa są spinane pinami do wybijania, a nie śrubkami. Choć ostatnio zauważam, że śrubki w innych zegarkach potrafią się poluzować, więc to w gruncie rzeczy może być nawet plus. Doceniam ogólne wykonanie i pionowe szczotkowanie ogniw. To wykończenie kontynuowane jest aż na zapięciu, które jest zatrzaskowe z dodatkową blokadą.

Jest tu także mikroregulacja w zapięciu. Niestety do jej regulacji potrzebne są narzędzia. Swatch Group wciąż się tu nie uczy i to wielka szkoda. Rozumiem, że gdzieś trzeba pójść na kompromis, by zmieścić się w zakładanej cenie, ale finalnie obniża to komfort użytkowania, zwłaszcza latem, kiedy mój nadgarstek puchnie i opada z kadencją karabinu AK‑47.

Tarcza i mechanizm

Tarcza jest czarna, z białymi, szerokimi indeksami (do wyboru jest też zielona i niebieska wersja tarczy oraz czarno-ochrowa w tytanie). Silna inspiracja Rolexem dzięki przeplataniu trapezów i kół jest tu oczywista, ale całościowo mi to nie przeszkadza. Na miejscu indeksu godziny trzeciej jest biały datownik bez ramki.

Szczerze mówiąc, jestem przeciwnikiem datownika w nurkach, bo podczas zanurzenia nie jest mi potrzebny. A jeśli już musi być, bo rynek tego chce, to powinien znaleźć się pomiędzy indeksami, idealnie między 4 a 5. Tyle że większość klientów po prostu woli go na godz. 3, gdzie często zastępuje cały indeks i w nocy zostawia sporą ciemną lukę.

W Certinie jednak projektanci ewidentnie pomyśleli, więc co prawda dali datownik na godz. 3, ale na rehaucie sprytnie umieścili dość szeroki punkt luminescencyjny. Wilk syty i owca cała. Biały dysk datownika dodatkowo optycznie koresponduje z białymi indeksami, więc wersję w kolorze tarczy bym tu raczej skrytykował — uznaję, że tak było najlepiej.

Od indeksów przechodzę do wskazówek, które również się udały. Wskazówka godzinowa ma formę szerokiej strzałki, minutowa jest mieczowa, a podoba mi się też zastosowanie okrągłego punktu luminescencyjnego na sekundniku. Nurek widzi dzięki temu, że zegarek pracuje i może kontynuować zanurzenie.

Tarcza chroniona jest szafirowym szkłem z wewnętrzną powłoką antyrefleksyjną, która wspiera znakomitą czytelność. W środku znajdziemy dobrze znany Powermatic 80 z 80‑godzinną rezerwą chodu i częstotliwością 3 Hz, konkretnie wyższą wersję 80.611, bez polimerowego wychwytu i z włosem balansu Nivachron.

Niektórzy klienci krzywią się na polimerowe elementy, ale moim zdaniem w tym mechanizmie nie są one wadą — mają niskie tarcie i zapewniają bardzo precyzyjną pracę. Co więcej, Swatch nie odnotowuje podwyższonej liczby serwisowań tych kalibrów, więc problem leży raczej w mylnym, romantycznym wyobrażeniu, że polimer równa się niska jakość.

Wnioski

Jestem zachwycony. Certina naprawdę się przyłożyła i w wymagającym segmencie zegarków do 1000 € stworzyła coś pięknego, użytecznego na co dzień, a jednocześnie takiego, z czym bez obaw poszedłbym na głębokie nurkowanie. Dzięki swojej grubości wciąż mieszczą się pod mankiet koszuli, więc nawet w casualowe piątki w biurze nikt nie uzna ich za nie na miejscu.

Chociaż długo Certinę pomijałem, przy przedostatniej generacji zacząłem o niej myśleć dzięki średnicy 38 mm, jednak aluminiowa luneta i brak punktu lume na godz. 3 były dla mnie no‑go. Tutaj aż świerzbi mnie portfel. Największym minusem pozostaje brak szybkiej mikroregulacji w zapięciu, co jestem skłonny przymknąć oko.

Komu poleciłbym ten zegarek? Szczerze — każdemu, kto szuka porządnego szwajcarskiego nurka do 1000 €. A jeśli komuś nie odpowiada konserwatywna czerń, może sięgnąć po wspomnianą weselszą wersję z zieloną tarczą i zieloną lunetą, ewentualnie ciekawą odmianę tzw. Blues z bransoletą bicolor oraz niebieską tarczą i niebieską lunetą.

Dla fanów zegarków w stylu stealth Certina oferuje całkowicie czarną wersję z białą masą luminescencyjną, jeszcze bardziej kontrastową niż testowany wariant.

A dla miłośników nietypowych materiałów Certina przygotowała o ok. 100 € droższą wersję tytanową, którą warto rozważyć — waży ok. 2/3 wariantu stalowego, a więc jest o 49 g lżejsza.

A kto dotarł dziś do końca, może w nagrodę sięgnąć po którąś z książek Terry’ego Pratchetta.

Źródła zdjęć: Hodinky 365, oficjalne zdjęcia producenta

Może Cię także zainteresować:

6 NAJ: Męskie zegarki do nurkowania
14.8.2023
6 NAJ: Męskie zegarki do nurkowania

Komentarze