Męskie klasyczneMęskie
Damskie klasyczneDamskie
SmartwatcheSmart
Marki
Inne
Tagi: Recenzje | Garmin | Smart
21.7.2026
Tak, wszyscy fani Garmin byli napięci jak struna, bo przecieki o Garmin CIRQA krążyły po sieci już od dość dawna, a od tego czasu tylko przesuwały się prognozy, kiedy pierwsze urządzenie Garmin screenless (bez wyświetlacza) może ujrzeć światło dzienne. Teraz zgadywać już nie trzeba, bo to dziś. Oto Garmin CIRQA.

CIRQA dostała dokładnie taki materiał opaski, jakiego sobie życzyłem – nylon. Od lat powtarzam, że to najpraktyczniejszy materiał: jest lekki, wygodny, dobrze wygląda, a pomijając fakt, że dość łatwo go przepocić, to z drugiej strony równie łatwo go uprać.

Do wyboru są też rozmiary, bo podobnie jak to bywało choćby przy Vívosmart, tutaj również mamy opaski S/M i L/XL.
S/M powinien mieć obwód 120–200 mm. L/XL z kolei 140–240 mm.
Wariantów kolorystycznych są cztery – czarny, szary, niebieski i fioletowy. Podoba mi się, że Garmin nie przekombinował i jeśli filozofią tego urządzenia ma być pewna dyskrecja, to właśnie te kolory osiągają to najlepiej.

W porównaniu z Whoopem fajne jest to, że CIRQA ma z boku przycisk, którym można wykonać przynajmniej kilka operacji – da się go skonfigurować zarówno na pojedyncze, jak i podwójne kliknięcie.
Wodoszczelność wynosi dość standardowe 5 ATM.
Wyświetlacza możecie szukać na próżno. To urządzenie typu Whoop, w którym mierzone jest wszystko, co ma być mierzone, ale bez jakichkolwiek rozpraszających powiadomień. Po prostu, gdy potrzebujecie coś sprawdzić, musicie otworzyć aplikację.
A skoro już o aplikacji mowa – ta także musiała się nieco dostosować, bo doszły zupełnie nowe kafelki przeznaczone właśnie dla CIRQA.
A co z baterią? Powiedzmy, że to taki średni wynik w tego typu urządzeniach – 10 dni. Królem wciąż jest Whoop, który oferuje 14 dni i ładowanie przez powerbank bez zdejmowania opaski.

Pamiętam, jak jeszcze przed premierą trafiłem na artykuł, który brak GPS nazwał „rozczarowaniem dla fanów Garmin”. Cóż, naprawdę nie mam pojęcia, jak Garmin miałby to technicznie ogarnąć: zrobić coś tak małego, nadać temu akceptowalną i konkurencyjną cenę, a jednocześnie obiecać sensowny czas pracy z aktywnym GPS.
Choć od lat jestem zwolennikiem tezy, że sportowe smartwatche po prostu powinny mieć GPS, urządzeniom screenless robię wyjątek.

Jeśli traktujecie trening poważnie, śledzicie dane w czasie rzeczywistym. W przypadku tego urządzenia potrzebny jest do tego telefon. A skoro i tak macie go przy sobie, to czemu nie skorzystać z jego GPS? A jeśli ktoś wyskoczy z argumentem bezpieczeństwa, że to niepotrzebnie rozładowuje telefon, mam też odpowiedź – oszczędzać baterię telefonu trzeba głównie w górach, a do takich warunków raczej nikt nie kupi kawałka nylonu z modułem. Do tego Garmin ma inne urządzenia.
Skoro o technologiach mowa, przed premierą lekko zaskoczyła mnie plotka, że CIRQA nie ma ANT+. To technologia prosto od Garmin, która działała bardzo niezawodnie nawet wtedy, gdy macie jednocześnie podłączonych kilka urządzeń. A w przypadku sprzętu, który dosłownie prosi się o udostępnianie tętna, sięgnąłbym po najbardziej niezawodną technologię. Na szczęście Garmin tak zrobił, bo CIRQA tę technologię oferuje.
Podobnie przed premierą dyskutowano o czujniku tętna. Elevate 5 czy zupełnie nowy Elevate 6? Cóż, żaden z nich – jest tam Elevate 4. Teraz mógłbym zacząć narzekać, że Garmin użył sensora, który po raz pierwszy widzieliśmy w kwietniu 2021. I nie dziwiłbym się, gdyby inni tak zareagowali. Może i ja trochę ponarzekam – CIRQA zasługiwała na Elevate 5, bo poza pomiarem w zasadzie nie oferuje niczego więcej, więc czemu nie dać użytkownikom odrobiny „luksusu”?

Mam jednak okoliczność łagodzącą. Gdy kiedyś robiliśmy test czujników tętna, wiecie, który model był najlepszy? Forerunner 265. I tak, trochę mnie rozbawiło, że już w 2023 nazwałem go starym dobrym. Przynajmniej to „stary” ująłem w cudzysłów.
Te urządzenia mają jednak dużą przewagę: z samej natury ich konstrukcji między czujnik a skórę dostaje się minimum światła zewnętrznego, a opaski świetnie leżą na ręce. Po prostu idealne warunki do dokładnego pomiaru.
Z pozostałych czujników znajdziemy już tylko akcelerometr i pulsoksymetr.
CIRQA monitoruje aktywność dzienną i nocną – kroki, tętno (także jego zmienność), natlenienie krwi, stres, kalorie, sen, oceni naładowanie organizmu w skali 0–100.
Gdy chcecie monitorować aktywności sportowe, są dwie opcje. Albo uruchomicie monitoring w aplikacji Garmin Connect, albo skorzystacie z automatycznej detekcji aktywności. Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Automatyczna detekcja bywa zdradliwa, bo Garmin ma tu ciężkiego konkurenta w postaci Whoopa. Ten robi to wzorowo: urządzenie reaguje niemal od razu, a do tego potrafi niemal idealnie usunąć fragmenty treningu, gdy np. stoicie. Dzięki temu właściwie nie było potrzeby pauzowania aktywności. Po prostu zaczynaliście się ruszać, a Whoop zajmował się resztą. Garmin automatycznie wykrywał aktywność, ale zawsze tylko pokazywał na dziennej osi czasu, że mniej więcej od 15:00 do 15:27 działo się COŚ. Bez konkretów. Jak będzie tym razem? Tego dowiecie się dopiero w recenzji.
Byłoby jednak świetnie, gdyby CIRQA potrafiła uruchomić monitoring w tle i potem zapisać to jako pełnoprawną aktywność. Uważam, że to wręcz pożądane. Ale bez żyroskopu szczerze nie wiem, jak Garmin to zrobi.
Po zapisaniu powinniście więc dostać informacje o tempie, tętnie, strefach… Po prostu o wszystkim, co standardowo widzicie w monitoringu. CIRQA ma nawet bardziej złożone metryki treningowe, takie jak obciążenie treningowe, status treningu i gotowość do treningu.
Dobre pytanie. I tak, i nie. Wygląda na to, że podstawowe dane, takie jak tempo, dystans, czas i tętno, można śledzić w czasie rzeczywistym, ale jeśli mowa o wykresach, strefach tętna itp., potrzebna jest subskrypcja Connect +.
Opaski można więc używać bez subskrypcji, ale stracicie kilka funkcji. Z tych najistotniejszych to chyba tylko treningi, plany treningowe, medytacje i ćwiczenia oddechowe.
To oczywiście będę w stanie ocenić dopiero po testach, ale konkurencja jest teraz bardzo szeroka. Zaczyna się od Polar Loop, przez Amazfit Helio Strap, a kończy na tuzach, takich jak Whoop i Fitbit Air. Pomijając Polar, te trzy ostatnie mają dużą siłę w AI, do której Garmin na razie dopiero się przymierza, zamiast w pełni ją wykorzystać. Na razie mam jednak wrażenie, że Garmin nie chce z tego zrobić samodzielnego urządzenia, a raczej dodatek. Po prostu dla kogoś, kto ma Fenixy i czasem chce sobie odciążyć nadgarstek, więc zakłada CIRQA.
Ja jednak nie jestem takim typem użytkownika, więc poprosiłem kolegę Filipa o komentarz:
Garminowi co prawda zajęło to trochę dłużej niż konkurencji, ale oby było warto. Jeśli tak, wyobrażam sobie, że CIRQA dość często będzie zastępować moje Tactix 8.
CIRQA na pewno ma potencjał. W końcu to Garmin, a jego ogromna baza fanów dowodzi, że robi coś dobrze. A może jego kolejnym dobrym krokiem będzie właśnie CIRQA.
Źródło zdjęć:
