Męskie klasyczneMęskie
Damskie klasyczneDamskie
SmartwatcheSmart
Marki
Inne
Tagi: Recenzje | Suunto | Smart
26.2.2026 | 9 MIN
Suunto Run to powiew świeżości. Dlaczego? Trudno dziś o entuzjazm wobec pojedynczego modelu przy takiej lawinie nowości, jakie producenci smartwatchy dosłownie sypią jak z rękawa. Suunto Run idzie trochę pod prąd dotychczasowej filozofii Suunto, a jednocześnie ma potencjał wytyczyć nowy kierunek. Lekki, przystępny cenowo, napakowany funkcjami i – co nowe – z odtwarzaczem muzyki. Tak można streścić być może nową definicję Suunto.

Sama nazwa Suunto Run podpowiada, do czego służy – do biegania. Gdy przypomnę sobie te outdoorowe „cegły”, które Suunto kiedyś robiło (np. Suunto 9 Baro), Suunto Run wygląda jak z innego świata. I to chyba dobrze, bo lekkie modele biegowe ostatnio wychodzą na pierwszy plan – a z fińskiej (tak, wiem, że są produkowane w Chinach) stajni nadchodzi bezpośredni konkurent dla Coros Pace 3 oraz Garmin Forerunner 265.

2.1.2024
Recenzja Coros Pace 3 – Mały, lekki i dobry
Suunto Run przyciąga uwagę:
Niestety może rozczarować brak wsparcia dla Suunto Plus, ale szczerze mówiąc, podczas testów niczego mi nie brakowało. :)
Ciekawostką jest to, że w oficjalnej prezentacji Suunto powstanie tego modelu łączone jest z ogromnym wzrostem liczby użytkowników Stravy (o 69 %), prawdopodobnie wywołanym tzw. kryzysem ćwierćwiecza, gdy ludzie masowo zaczynają uprawiać sport.
Suunto zawsze umiało robić design i Suunto Run nie jest wyjątkiem. Choć to nieco inny typ zegarka, fińska marka znów obroniła się wzorniczo. Koperta ma zaledwie 11,5 milimetra grubości, a łączna masa z paskiem to 36 gramów (z silikonem 51 g). Kopertę i pasek zdobi kilka logotypów Suunto, co dodaje całości sznytu.
Średnica koperty (46 mm) jest właściwie niemal taka sama jak w Suunto Race S (45 mm) i muszę przyznać, że zegarek nosiło mi się świetnie. Z jednej strony praktycznie – nie przeszkadzał ani na zawodach, ani na treningu. Z drugiej – to już kwestia gustu – wyglądał dobrze także do codziennego stroju. A wierzcie mi, że na to zwracam sporą uwagę.
Świetnie rozwiązano też pasek (szerokość 22 mm), bo w zestawie znajdziecie od razu dwa rozmiary oraz jeden teleskop. Pasek zapinacie, wykorzystując zamontowany teleskop, drugą stronę przykładacie do uszu koperty i „blokujecie” teleskopem, który celowo nie ma wypustki, by nie obcierała paska.
Wariantów kolorystycznych są cztery, mnie trafił się żółty – i choć zwykle preferuję bardziej stonowane zestawienia, nosiło mi się go bardzo dobrze.

W porównaniu z innymi modelami Suunto Run praktycznie nie ma lunety, więc wygląda nieco bardziej stonowanie. Sterowanie odbywa się dwoma przyciskami i koronką.
Skoro o designie mowa, drobnych zmian doczekało się też złącze ładowania, które teraz ma pośrodku otwór. Szczerze – nie wiem, jaki jest tego dokładny powód, ale nie działa gorzej, więc jest mi to obojętne.
Na ten rozdział czekałem chyba najbardziej, bo... Suunto wreszcie śmiga! Szybkość interfejsu użytkownika to jedna z największych bolączek marek sportowych smartwatchy – i nie dotyczy to tylko Suunto.
Nawet pomijając nowe funkcje, ciekawy design i całą resztę, nic nie urzekło mnie tak bardzo jak interfejs. Śmiga jak rakieta. Do tego jest sensownie ułożony – z ekranu głównego koronką przewijasz widżety poszczególnych aplikacji, a na dole możesz otworzyć pełne menu, w którym aplikacje są podzielone na kategorie.

Dolnym przyciskiem cofniesz się z każdego miejsca, naciśnięcie koronki przeniesie do wyboru aktywności sportowych, a górnym wrócisz do ostatnio uruchomionej aktywności. Przyciski są konfigurowalne, więc np. długiemu naciśnięciu górnego możesz przypisać pogodę. :)
To wszystko dzieje się na ekranie AMOLED o przekątnej 1,32" i rozdzielczości 466 x 466 pikseli.
Szczerze obawiałem się, że gdy Suunto zrobi przystępny cenowo model biegowy, pojawią się jakieś kompromisy. Najbardziej martwiłem się o dual-band GPS i barometr. A tu nic! To znaczy... nie to, że ich nie ma – właśnie są!
Mamy więc GPS z obsługą GPS, Galileo, GLONASS, QZSS i BeiDou, przy czym można odbierać sygnał nawet z 32 satelitów i na dwóch częstotliwościach (L1 i L5).

Zielona – Coros Pace PRO, fioletowa – Suunto Run | Źródło: Google Maps
Nieco szkoda, że optyczny czujnik tętna od lat pozostaje ten sam, ale rozumiem, że ewentualną aktualizację Suunto zostawi sobie dla wyższego modelu. Nie wiem, czy Suunto poprawiło algorytmy, ale mimo niezmienionego hardware’u pomiar tętna trochę się poprawił. To jednak dotyczy nie tylko Suunto Run, ale w ogóle modeli Suunto. Temu konkretnemu zegarkowi bardzo pomaga też niska masa koperty.

17.9.2024
30 dni ze smartwatchem Suunto

Zielona – Polar Verity Sense (czujnik na ramię), fioletowa – Suunto Run | Źródło: Analyzer DC Rainmaker
Jak widać, GPS i czujnik tętna działają wiarygodnie. Oczywiście w skrajnych warunkach oba mogą się gubić, ale to nie „wina” Suunto, tylko specyfika tych technologii. Jeśli więc zaskoczycie GPS gęstym lasem, mogą pojawić się odchyłki. To samo dotyczy czujnika tętna, gdy zaskoczycie go treningiem interwałowym.
Co mnie trochę trapiło, to zaniki pomiaru tętna poza aktywnością sportową. Czujnik często przestawał świecić i zaczynał mierzyć dopiero w chwili aktywacji ekranu. Z tego, co wiem, Suunto nigdy tak nie robiło. Niemniej mam zegarek jeszcze przed premierą i wierzę, że po oficjalnym wydaniu problem zniknie. Albo to nowy tryb oszczędzania baterii? :)
Choć jest sporo osób, które za wszelką cenę chcą jak najdłuższego czasu pracy, uważam, że tylko garstka naprawdę go wykorzysta. W końcu żyjemy w elektrycznych czasach i gniazdko znajdziecie wszędzie. :)
Niemniej 20 godzin na dwuzakresowym odbiorze uważam za naprawdę zaskakujące. W trybie smartwatcha 12 dni? Brzmi świetnie.

Dlaczego 20 godzin na dualu to dla mnie niespodzianka? Zobaczcie bezpośredniego konkurenta Coros Pace 3. Ten na dual-bandzie wyciąga 7 godzin! Kolejny konkurent, Forerunner 265, daje 14 godzin.
Oczywiście przy tej cenie Suunto Run musiał doczekać się pewnych kompromisów i kilka z nich dotyczy funkcji sportowych.
Jak można się było spodziewać, Suunto Run nie ma map i trzeba się zadowolić wyłącznie nawigacją po śladzie. Mnie to nie boli, bo mapy tej marki i tak są w praktyce tylko nieco bardziej kolorową „kreską”. :)
Najistotniejszą zmianą jest brak platformy SuuntoPlus. Jako recenzent nie jestem w stanie przewidzieć, dokąd rozwinie się jej oferta, ale patrząc na obecną, zadaję sobie pytanie – czy rzeczywiście brak tej platformy aż tak zaboli?

16.12.2025
SuuntoPlus – Najlepsze funkcje dla smartwatchy Suunto
Jeśli korzystacie z platform treningowych firm trzecich (np. TrainingPeaks), możecie być lekko poirytowani. To samo dotyczy użytkowników Stryd czy ActiveLook, bo to właśnie aplikacje z SuuntoPlus pozwalają parować te akcesoria.
Osobiście najbardziej obawiałem się o ekran danych TrainingPeaks, bo tam jest przeliczanie tempa na płaski profil. I wiecie co? W Suunto Run ta metryka też jest, więc mnie osobiście nie brakuje niczego. I tak, jest też pomiar mocy.
Co więcej, jako biegacz byłem nawet bardziej zadowolony niż w innych modelach Suunto. Dlaczego?
Pomiar dynamiki biegu. Moim zdaniem to kluczowa nowość, bo to pierwsze zegarki Suunto, które mierzą czas kontaktu z podłożem, oscylację pionową i symetrię biegu. I to bez żadnych akcesoriów!
Zużycie tłuszczów i węglowodanów. Znasz funkcję FuelWise od Polara? Tak, tę od szacowania zużycia makroskładników. Polar nie jest już jedyny – w podsumowaniu aktywności Suunto Run pokazuje zużycie tłuszczów i węglowodanów.
Aktywności Marathon i Track Running. Najzabawniejsze w Marathon jest to, że możesz ustawić 5, 10 km, półmaraton lub maraton. Sama aktywność polega na ustawieniu tempa docelowego i zegarek będzie je przypominał. Track Running jest do biegu po bieżni (kto by się spodziewał), ale ważniejszy jest tu zapis sprintów.

Jeśli chodzi o treningi, w aktywnościach biegowych do wyboru jest kilka typów – trening dowolny, trening o określonym czasie trwania, trening dystansowy, trening na określoną liczbę kalorii oraz wirtualny rywal.
W podsumowaniach Suunto zawsze używa tych samych trzech metryk – TSS, ATL i CTL. Training Stress Score (TSS) to skumulowane obciążenie treningowe wyliczane na podstawie deficytu tlenowego (EPOC). Tygodniowe TSS jest wyrażone jako ATL (krótkoterminowe obciążenie treningowe), a długoterminowe TSS jako CTL (długoterminowe obciążenie treningowe).
Sporo tych skrótów, prawda? Dołożę jeszcze jeden. Relację między krótkoterminowym a długoterminowym obciążeniem opisuje nasz stan treningu – czyli to, czy obciążenie jest optymalne – i Suunto określa to jako TSB (Training Stress Balance).
Trochę jednak rozczarowuje mnie system liczenia obciążenia, bo zegarek pokazuje je dla konkretnego tygodnia, a nie dla ostatnich 7 dni. Jeśli więc w niedzielę zrobicie naprawdę ciężki trening czy start, w poniedziałek rano zegarek pokaże zerowe obciążenie. Rozumiem, że to nie błąd, tylko inny system, ale moim zdaniem niezbyt trafny dla sportowców.
Tytuł brzmi lekko sarkastycznie? Niespecjalnie się mylicie. Suunto Run oczywiście monitoruje tętno, kroki, spalone kalorie, stres i sen, ale to w zasadzie wszystko. Największym krokiem są ćwiczenia oddechowe, co podsumowałbym słowem... meh. Fajne, ale konkurencja ma to od lat. To jakby dziś producent samochodów ogłosił klimatyzację jako nowość.
Jeśli chodzi o monitoring snu, u Suunto nigdy nie działał najlepiej, a teraz działa... jeszcze odrobinę gorzej. Być może znów to kwestia tego, że testowałem zegarek przed premierą, ale spałem od 23:00 do 7:00. Według Suunto Run zasnąłem o 21:30 i wstałem o 4:30. Zrozumiałbym to 1) gdyby zdarzyło się raz i 2) gdybym przynajmniej od 21:30 leżał w łóżku. Tymczasem normalnie funkcjonowałem, chodziłem po mieszkaniu, rolowałem nogi itp.

Nie jestem też zbyt optymistyczny co do poprawki po premierze, bo nawet jeśli ją zrobią, dojdziemy do punktu, w którym działa to tylko trochę mniej źle.
Jeśli czekacie na mapy w zegarku, to nie tutaj. Zwróciłbym jednak uwagę na cenę – ona lepiej niż cokolwiek innego uzasadnia brak map. Do zegarka można jednak wgrać trasę i mieć przynajmniej zarys przebiegu w formie śladu oraz oczywiście ostrzeżenia o zmianie kierunku.

Powiadomienia to już standard, ale niestety w samym powiadomieniu nie widać nazwy nadawcy. Wierzę jednak, że to tymczasowy błąd, którego po premierze już nie będzie.
Dotąd na zegarkach Suunto (poza Suunto 7 – choć te trudno w ogóle zaliczyć do Suunto) można było tylko sterować muzyką z telefonu, ale wraz z Suunto Run to się zmienia. Można wgrać utwory! Wsparcia dla serwisów streamingowych jednak (przynajmniej na razie) nie oczekujcie.
Kości zostały rzucone. Choć Suunto definiowało się kiedyś głównie outdoorowymi modelami z niewiarygodnym czasem pracy, teraz mamy ultralekki zegarek biegowy, który ma potencjał przyćmić nawet Forerunner 265 i Coros Pace 3. A to modele z dużym potencjałem. Podobnie jak nowość od Suunto, celują w użytkownika, który chce funkcjonalnego smartwatcha z dobrym czasem pracy, szeroką bazą funkcji biegowych i niekoniecznie potrzebuje map.
Suunto Run po prostu sprawia mi frajdę i czekam, czy rynek zareaguje równie entuzjastycznie jak moje podsumowanie.
Źródło zdjęć:
